REKLAMA
Nauczyłem się swoją pracę wykonywać dobrze
FacebookTwitterGoogle+EmailFacebook MessengerLinkedInPrint

Z Marcinem Wasilą, świeżo upieczonym przedsiębiorcą rozmawia Jarosław Martyniuk

Należy Pan do grupy ludzi, którzy zaryzykowali i rozpoczynają właśnie własny biznes. Czy była to trudna decyzja?

Tak to nie było łatwe. Nigdy wcześniej nie prowadziłem firmy. Wiedziałem również, że nie jest to proste i  problemów związanych z prowadzaniem biznesu na własny rachunek jest mnóstwo. Zwłaszcza kiedy dotyczy to nieznanych szerzej na lokalnym rynku technologii. Nie boję się wyzwań, więc postanowiłem zaryzykować. Argumentem, który przesądził, było przekonanie, że  prowadząc własną firmę poprawi się moja sytuacja finansowa i podołam obowiązkom rodzinnym.

Co skłoniło Pana do wyboru branży?

Ukierunkowanie zawodowe. Ukończyłem Zespół Szkół Zawodowych w Słupsku jako monter instalacji budowlanych. Posiadam też odpowiednie uprawnienia do wykonywania instalacji elektrycznych. Praktykę przez dłuższy czas zdobywałem pracując w Niemczech, Austrii i Norwegii. Tam nauczyłem się organizacji pracy. Zetknąłem się z nowymi rozwiązaniami  technologicznymi. W kraju nadal mamy spory opór przed ich wprowadzaniem, jak i na naszym lokalnym rynku nowości pojawiają się rzadko. Uznałem więc, ze przy moim wykształceniu i doświadczeniu ten rynek stoi przede mną otworem. Oferując  montaż paneli fotowoltaicznych oraz nowoczesnych pomp ciepła i usprawniając stare instalacje centralnego ogrzewania chcę to zmienić. Pracując u innych, także na Zachodzie, zdobyłem doświadczenie, które pozwala mi powiedzieć, że dorosłem do tego żeby pracować na własny rachunek.

Zdecydowałby się Pan na ten krok bez wsparcia funduszy unijnych i pomocy lokalnych organizacji pozarządowych?

Nie dałbym rady. Musiał bym brać kredyt, którego nie dostane jako bezrobotny. Problemem  są koszty  jakie trzeba ponieść na otwarcie własnej firmy. Uczestnicząc w projekcie unijnym otrzymałem najpierw duże wsparcie teoretyczne, pomocne dla początkujących przedsiębiorców. Mogłem też zweryfikować swój pomysł na biznes. Wreszcie dostałem pieniądze , za które kupiłem narzędzia niezbędne do prowadzenia działalności .Oszczędności, które miałem, nie wystarczyłyby na zabezpieczenie wszystkich potrzeb. Szczególnie też cieszy mnie to, że po otrzymaniu dotacji i rozpoczęciu działalności, nadal mogę korzystać z profesjonalnego wsparcia księgowego czy prawnego. Czuję się bezpieczniej.

Czego Pana nauczył pobyt na Zachodzie?

Nauczyłem się przede wszystkim, że pracę należy wykonywać raz ale porządnie. Nie lubię kiedy ktoś wykonuje swoją pracę źle. Najświeższy przykład. Przypadkowo zauważyłem że jedna ze studzienek burzowych na ul. Hrubieszowskiej  została źle osadzona podczas jej remontu. Podszedłem do człowieka odpowiedzialnego za tę prace i zapytałem czy z tą studzienką jest wszystko w porządku? Sprawdził i chociaż najpierw twierdził, że wszystko jest dobrze, po chwili rozmowy powiedział, że będzie to poprawione. Jakiś czas później zobaczyłem, że rzeczywiście ta studzienka została zrobiona dobrze i co ważne – pozostałe również.

Nie podoba mi się też brak informacji dla mieszkańców o rozpoczęciu remontu „naszej” ulicy Hrubieszowskiej. Dowiedziałem się o nim rano, gdy przed domem nagle pojawiła się frezarka do asfaltu. O takich pracach mieszkańcy powinni być informowani wcześniej. Jako mieszkańcy powinniśmy też mieć możliwość zgłoszenia własnych uwag co do prac jakie będą wykonywane.

Uważam że wszyscy powinniśmy zwracać większą uwagę na to co się dzieje w naszych lokalnych środowiskach, są to w końcu nasze wspólne pieniądze. Jako mieszkańcy i użytkownicy widzimy przecież najlepiej wszelkie braki i wady. Nie chcę się mądrzyć. Chcę tylko żeby każdy starał się  dobrze wykonywać własną pracę i poczuwał się do dobra wspólnego.

W trakcie naszej rozmowy kilka razy wspominał Pan o najbliższych. Proszę nam o nich opowiedzieć.

Jak mówiłem rodzina była jednym z  argumentów  przemawiającym za otwarciem własnego biznesu. Wspólnie z Agnieszką – moją żoną wychowujemy czwórkę dzieci. Przy tak licznej rodzinie muszę mieć możliwość zorganizowania własnego czasu tak by wystarczyło go także dla nich. Teraz mogę sam decydować o tym kiedy i gdzie pracuję.

Agnieszkę poznałem kiedy oboje pracowaliśmy w Niemczech. Pochodzi z Chełma i  postanowiliśmy tutaj wrócić. Szybko przekonałem się, że jest to i moje miejsce na ziemi. Zresztą w jakimś sensie wróciłem do korzeni. Pradziadkowie – z czego jestem dumny – pochodzili z Lubelszczyzny. Po ślubie za zarobione na Zachodzie pieniądze wyremontowaliśmy częściowo dom przy ul. Hrubieszowskiej. Mogliśmy pomyśleć o powiększeniu rodziny. Nasza najstarsza z pociech – Michał ma już 8 lat. Agatka ma lat 6, a najmłodsi Piotruś i Pawełek, to zaledwie 10 miesięczne szkraby. Rodzina daje mi również siłę i determinacje do działania nie tylko na jej rzecz, ale i wszystkich nas.

 

Komentarze

  • włodek
    o 10:53

    Gratulacje i pozdrowienia dla Marcina.

    + 22
    - 22
  • Szymon
    o 11:26

    Miło czytać rozmowę z takim młodym człowieiem, który ma poukładane w głowie. Sam zarabia na życie i ma dużą rodzinę.

    + 22
    - 22
  • Olek
    o 00:53

    Brawo Marcin. Takich przedsiębiorców nam w Chełmie trzeba.

    + 22
    - 22
  • Zbyszek
    o 08:45

    Znam Marcina. Robił u mnie kilka robót. To rzeczywiście solidna firma i trochę gaduła.

    + 22
    - 22
  • REKLAMA
    REKLAMA