REKLAMA
#Twarze Chełma | Krzysztof Rogucki
FacebookTwitterGoogle+EmailFacebook MessengerLinkedInPrint

Portal chelmski.eu rusza z nowym cyklem pt. “Twarze Chełma”. To właśnie na naszym portalu poznasz sylwetki mieszkańców miasta, dla których właśnie Chełm stał się miejscem rozwijania talentów, pasji i biznesu. Naszą kolejną “twarzą” jest Krzysztof Rogucki.

Mateusz Grzeszczuk: Mijałem cię na szkolnym korytarzu, tak jak wielu naszych rówieśników. Przeglądałem gdzieś Internet, zauważyłem, że postawiłeś na teatr. Powiem szczerze, że było to dla mnie zaskoczeniem, bowiem nigdzie wcześniej nie miałem okazji cię zobaczyć. Najprościej byłoby zapytać, jak ten teatr i film zaczął funkcjonować w twoich planach?

12801521_1286639061365480_582492416828794919_n

Krzysztof Rogucki: Wszystko zaczęło się w trzeciej klasie gimnazjum. Nikt nie chciał pójść na konkurs recytatorski i klasa zaproponowała, żebym to ja poszedł. Do dziś nie wiem dlaczego tak bardzo tego chcieli, chyba nie chciało im się tracić wolnej soboty na konkurs. Moja ówczesna nauczycielka języka polskiego – Małgorzata Jurczuk, bardzo mi wtedy kibicowała i zachęcała do tego aby wystartował. Nomen omen, dwa tygodnie temu była na moim spektaklu dyplomowym: ,,Maria Stuart” w Łodzi w Teatrze Studyjnym. W trakcie konkursu poczułem, że bardzo bym chciał zgłębić wszystkie tajniki „dobrego mówienia”. Chciałem robić to na profesjonalnym poziomie. Pamiętam sytuacje, jak po jakiejś jednej z ostatnich akademii szkolnych w gimnazjum, w której lubują się nauczyciele, kiedy mówiłem wiersz, jedna nauczycielek powiedziała mi – „I co? Przez całe życie będziesz tak recytował? Zacząłbyś się uczyć”. Pomyślałem wtedy – ,,tak, chciałbym to robić w życiu, w przyszłości. Mało tego, chciałbym na tym zarabiać i robić to z profesjonalistami!”. Po tym konkursie przyszły kolejne. Na jednym z nich w Jury zasiadała Pani Urszula Korpysz, która zaproponowała żebym wpadł do niej na zajęcia prowadzone w MDK-u. Byli tam młodzi ludzie, którzy nazywali swoją grupę ,,TEATR MY”. Po pierwszych zajęciach bardzo mi się spodobało i zostałem. Z tą grupą przez całe liceum jeździłem razem na festiwale teatralne, konkursy recytatorskie, warsztaty. Stworzyliśmy dwa spektakle na podstawie dramatów i jeden autorski. Z perspektywy czasu, mam wrażenie, że to oni mi więcej dali w przygotowaniach do szkoły, niż wszyscy reżyserzy, aktorzy i instruktorzy. Nadal mamy ze sobą kontakt i spotykamy się. Jedna z tych osób studiuje obecnie na reżyserii teatralnej. Rok przed maturą postanowiłem – będę zdawał do szkoły teatralnej, ponieważ uważam, że jeśli chcesz coś umieć na najwyższym poziomie, to musisz pracować z profesjonalistami, a w tej dziedzinie szkoła jest najlepszym rozwiązaniem.

Zacząłem uczęszczać na zajęcia taneczno – ruchowe do Sebastiana Jakimiuka (Estrada Dziecięca) oraz jeździć na różnego rodzaju warsztaty, dni otwarte do szkół. Wtedy jeszcze myślałem tylko o teatrze. Jednak po egzaminach wstępnych, jedną z pierwszych szkół, która mnie przyjęła była Łódzka Filmówka i zdecydowałem, że dalej nie zdaje. Tam oprócz przygotowania teatralnego na wydziale aktorskim, kręci się bardzo wiele etiud, filmów krótkometrażowych, animacji, często na bardzo wysokim, a przede wszystkim profesjonalnym poziomie. Angażowałem się w wiele dodatkowych szkolny projektów (etiudy, krótkometrażówki). Bardzo mnie ciekawiła praca przed kamerą. Teraz po trzech i pół latach w szkole, stwierdzam, że teatr i film to coś, co mnie nadal bardzo interesuje i coś, z czym chciałbym się spotykać nieustanie w przyszłości. A jeśli chodzi o informowanie innych o moich planach, to starałem się to utrzymywać w tajemnicy i powiedzieć dopiero wszystkim, jak się dostanę. Wolę najpierw coś zrobić, a później o tym mówić.

1929969_1238771269485593_7405792230502400105_n

Pamiętasz swoje pierwsze dni, zajęcia w filmówce?

Tak, to było już prawie cztery lata temu. Pierwszy miesiąc w szkole był bardzo męczący. Chyba najbardziej z całego pierwszego roku, ponieważ w pierwszych tygodniach mieliśmy fuksówkę. Oprócz zajęć od 9:00 do 20:00, czasami 21 – 22:00, po zajęciach chodziliśmy do teatru szkolnego, gdzie czwarty rok nas „fuksował”. Polegało to na tym, że do północy, czasem do 01- 02:00, robiliśmy różne etiudy – małe zadania aktorskie. Staliśmy na baczność w dwóch rzędach, śpiewaliśmy piosenki i uczyliśmy się różnych dżingli – żartów, śmiesznych powiedzeń, ale znanych raczej tylko na gruncie szkolnym, ponieważ dotyczących sytuacji i osób związanych ze szkołą. Wszystko kończyło się po miesiącu spektaklem, który składał się z rzeczy, jakie stworzyliśmy podczas trwania fuksówki. Mieliśmy też wyjazd do Warszawy i jeden dzień wspólnej fuksówki ze studentami I roku z Akademii Teatralnej. To coroczna tradycja, że mamy jeden dzień wspólny. Oprócz tego dnia, było też kilka specjalnych okazji jak dzień IV, III i II roku, gdzie oglądaliśmy dany spektakl albo uczestniczyliśmy w różnych zaskakujących sytuacjach. Podsumowując, z pierwszych dni w szkole, najbardziej pamiętam fuksówkę, to, że spało się często po 4 – 5 godzin i całe tygodnie spędzało się w szkole. Wtedy to była jakaś mordęga, ale jak teraz o tym myślę, to bardzo miło wspominam ten okres w moim życiu.

Czy według Ciebie łatwo ci było o samodyscyplinę?

Samodyscyplina pojawiała się sama, ponieważ trzeba było chodzić na zajęcia, a po zajęciach bardzo często robić próby do scen na kolejne dni, które będziemy pokazywać profesorom. Nie musiałem się więc za bardzo dyscyplinować. Chciałem to robić, tam być, więc myślę, że jak czegoś pragniesz, to nie musisz się dyscyplinować.


Mamy teatr radiowy, bulwarowy, uliczny. Jaki rodzaj teatru fascynuje Krzysztofa Roguckiego?

Nie mam ulubionego rodzaju teatru. Teatr uliczny to coś od czego zaczynałem moją przygodę z teatrem. Pamiętam to bardzo dobrze, jako 15 – latkowie, zrobiliśmy swój autorski spektakl i graliśmy go na ulicach Chełma, od tego się wszystko zaczęło (śmiech). Teatr radiowy to coś, z czym miałem okazję spotkać się w tym roku w szkole teatralnej, ponieważ mieliśmy zajęcia z teatru radia, a efektem było nagrywanie kilku scenek w studio. O teatr bulwarowy otarłem się rok temu, grając w jednej z fars w jednym z łódzkich teatrów. W szkole większość rzeczy, które robiłem była typowo dramatyczna. Jednak nie mam szczególnych upodobań. Każdy rodzaj teatru wymaga innego przygotowania i zderzenia z inną publicznością. Dużo zależy również od zespołu i reżysera oraz miejsca, gdzie dany projekt jest realizowany. Dla mnie najważniejsze jest żeby grać. Myślę, że na podjęcie decyzji co do pójścia w konkretną stronę mam jeszcze czas. Póki co, nie chcę się zamykać na żaden rodzaj czy gatunek. Chcę robić ciekawe rzeczy z najróżniejszymi reżyserami i zespołami.

Co dotychczas mógłbyś określić jako swój „sukces”?

Życie! (śmiech). Trudno jest mi nazwać coś konkretnego, bo uważam, że nie dokonałem niczego wielkiego w życiu. W ogóle sadzę, że wszelkiego rodzaju nagrody, pochwały, tytuły czy angaże są bardzo względne, ponieważ nie zawsze wynikają z naszych umiejętności czy zaangażowania, ale ze szczęścia, znajomości, potencjału, warunków fizycznych, które mamy jako my, a nad którymi za bardzo nie pracowaliśmy. Natomiast sądzę, iż moje życie jest moim sukcesem – tak jak życie każdego z nas powinno być jego własnym sukcesem, ponieważ robię to, co chcę i chciałbym się temu poświęcić w najbliższym czasie.


Czy oprócz nauki w szkole teatralnej, kwestii technicznych, myślisz, że przygotuje cię też mentalnie aby wylądować w obsadzie filmu z każdego gatunku filmowego?

Myślę, że szkoła uczy tylko pewnego warsztatu, daje ci wiedzę ogólną. Natomiast konkretne sceny, role czy filmy, to często kwestia osobna. Wszystko zależy od reżysera, operatora, kostiumografa, wizażysty i ich ewentualnych metod pracy nad projektem oraz samej pracy na planie.
Nie można z góry założyć, iż kończąc szkołę jesteśmy albo nie jesteśmy przygotowani mentalnie do konkretnych sytuacji. Pytanie, czy nie powinniśmy, bo przecież kończymy szkołę? Według mnie nie, ponieważ każdy ma inną wrażliwość, kondycje psycho-fizyczną, problemy zawodowo – rodzinne. Nie można stać się lub być cyborgiem. Trzeba doświadczać dobrych i złych rzeczy. Istotne jest żeby znaleźć porozumienie na planie, w pracy, stworzyć coś pięknego i ważnego na miarę swoich możliwości. Sądzę, że każdy kto pracuje w zawodzie artystycznym zostaje sam z tym, co napisał, wyreżyserował, zagrał, namalował, wyrzeźbił i z całym napięciem, stresem, krytyką musi sobie poradzić sam, ponieważ tego nie da się przerzucić na drugą osobę albo uciec od tego.
W teatrze odczuwasz więcej tych pozytywnych emocji czy negatywnych? A może stale takich, które Cię „mobilizują”, niezależnie od tego, jak są nacechowane.

3078_1238769969485723_8507803721070481016_n

Każdy dzień i każda próba jest inna. Czasami scena albo sekwencje scen na próbach, na spektaklach nie idą po naszej myśli, myśli reżysera i wtedy jest bardzo ciężko. Jednak ogólnie, kiedy przychodzę do teatru lub z niego wychodzę, cieszę się z tego, że to robię, że jestem w tym miejscu. Myślę, iż te wszystkie emocje -negatywne, pozytywne, dają mi bodziec do dalszego działania. Gdyby więcej było tych negatywnych, chyba bym przestał to robić, a póki co jest wprost odwrotnie.


Jak często wracasz do Chełma?

Za rzadko, chciałbym częściej, ale niestety nie mam kiedy. Zawsze powtarzam rodzicom – za rok już będę miał więcej czasu, po czym przychodzi ten rok, a ja dalej mówię to samo. Ale może w następnym roku już się uda (śmiech).

Zechciałbyś kiedyś wystąpić wspólnie z Teatrem Ziemi Chełmskiej?

Czemu nie? Jeśli byłaby taka okazja, miałbym czas i zespół by się zgodził – zawsze jest to nowe, ciekawe doświadczenie. Tym bardziej że miałem okazję poznać Basię Szarwiło, którą tworzy ten teatr. Była jurorką na jednym z pierwszych konkursów recytatorskich w których brałem udział i wydaję mi się bardzo kreatywną osobą.

Jakie są twoje najbliższe teatralno – filmowe plany?

Teraz do końca roku akademickiego gramy swoje spektakle dyplomowe, na które serdecznie zapraszam. ,,Maria Stuart” F. Schillera w reż. Grzegorza Wiśniewskiego i ,,Laleczka” T. Williamsa w reż. Jacka Poniedziałka. ,,Marię” w maju gramy za granicą, m. in. w Belgradzie, Brnie i Wiedniu, ale również nadal w Łodzi. Oprócz tego od czasu do czasu gram farse w Teatrze Małym w Łodzi. Co do lipca, nie mam jeszcze konkretnych planów, ale na pewno chciałbym pojechać gdzieś na wakacje.

W takim razie życzę wszystkiego dobrego i dziękuję ci za rozmowę!

Fot. Źródło – Krzysztof Rogucki | Martyna Strzelczyk | Agata Opalińska

Komentarze

  • Mechanik
    o 15:23

    Tak z ciekawości… skoro sam zainteresowany mówi, że prawie tu nie bywa, to jaka to twarz Chełma ?

    + 22
    - 22
    • Mateusz Grzeszczuk
      o 16:07

      Mieszkał tu 19 lat?

      + 22
      - 22
      • mechanik
        o 00:04

        nie mam nic do gościa. Ale na litości !!! i te 6 lat żłobka , przedszkola i potem gimbaza to jest uzasadnieniem ????!! Albo się trzeba wysilić, albo przestać męczyć temat, bo ewidentnie nie idzie.

        + 22
        - 22
  • REKLAMA
    REKLAMA