REKLAMA
#Twarze Chełma | Przemysław Świechowski
FacebookTwitterGoogle+EmailFacebook MessengerLinkedInPrint

Portal chelmski.eu prezentuje cykl pt. „Twarze Chełma”. To właśnie na naszym portalu poznasz sylwetki mieszkańców miasta, dla których właśnie Chełm stał się miejscem rozwijania talentów, pasji i biznesu. Naszą kolejną „twarzą” jest Przemysław Świechowski.

Mateusz Grzeszczuk: Tworzenie nowych fanpage z dopiskiem „Photography” przy nazwisku, stało się już niejako modą. Profile zakładają również ci, których zdjęcia reprezentują marny poziom. W Internecie jest tego pełno. Nie irytuje cię czasami to zjawisko?

Przemysław Świechowski: Rzeczywiście zjawisko to wciąż przybiera na sile, jednak nie jest ono dla mnie szczególnie irytujące. Rozumiem, że osoby zaczynające swoją przygodę z fotografią, chcą w ten sposób zwrócić uwagę na swoje prace. Niestety skutek bywa często odwrotny od zamierzonego, bo dzisiaj raczej po dopisku „Photography”, rozpoznaje się właśnie amatorów. Moja rada, pozwólcie przemówić waszym fotografiom, jeśli będą dobre, to z pewnością zostaną docenione i nie będziecie musieli podpierać się żadnymi dopiskami.

004 (3)

A jak zaczynał Przemek Świechowski? Potrzebowałeś do tego fanpage’a (śmiech)?

Cały czas go potrzebuję (śmiech), facebook to fantastyczne narzędzie dla fotografa, jak i każdego, kto chce wypromować swoją szeroko pojętą sztukę wizualną. Dla przykładu: mój fanpage o nazwie „Lubię Chełm”, zgromadził blisko 7000 fanów i wciąż przyspiesza. Krótkie spojrzenie do statystyk uświadamia mi fakt, że moje zdjęcia tygodniowo ogląda blisko 30000 osób, z ponad pięćdziesięciu krajów. Ten fanpage stał się platformą wymiany opinii obecnych i byłych mieszkańców naszego miasta i choć przedstawia Chełm w obecnej postaci, to często skłania do swego rodzaju retrospekcji jego mieszkańców. Trudno by było odnieść podobny sukces, nie ponosząc żadnych nakładów finansowych w konwencjonalny sposób.

Wracając do Twojego pytania: sam fanpage na facebooku nie wystarczy, to tylko narzędzie, tak samo jak narzędziem jest aparat fotograficzny, potrzeba jeszcze intencji i umiejętności jego użytkownika. W moim przypadku potrzebowałem mieszanki wielu czynników, najważniejsze to pomysł, konsekwentna ciężka praca, trochę szczęścia oraz wspaniali ludzie, których tu poznałem. Nie do przecenienia jest także rola mojej żony, która rozumie czym jest moje zajęcie i mnie wspiera.

Nie czujesz czasami, że zawód fotografa nie ma dzisiaj zasłużonego miejsca, prestiżu ? Ludzie czasami wychodzą z założenia, że nie potrzeba zbyt wiele by robić zdjęcia.

Masz dużo racji, wprowadzenie cyfrowego zapisu zdjęć było tym samym dla fotografii czym dla Francji była jej rewolucja i zdobycie Bastylii. Od tej pory stary ład upadł i nastało nowe. Na fali tych przemian zaczął się utrwalać pogląd, że im lepszy aparat tym lepsze zdjęcie, im więcej megapikseli i wbudowanych trybów pracy tym lepiej. Wielu posiadaczy cyfrówek często pod wpływem reklamy, naiwnie uwierzyło, że sprzęt załatwi za nich wszystko. Na szczęście rewolucję mamy już za sobą i choć nadal wielu ludzi pyta mnie jakim sprzętem fotografuję, to większość docenia moje fotografie dlatego, że wykonałem je ja, a nie mój aparat. To człowiek ma pierwsze i ostatnie słowo przy fotografowaniu, on decyduje o tym jak będzie wyglądała kompozycja jego fotografii, ekspozycja, punk i głębia ostrości, ogniskowa oraz moment, w którym ją wykona. Jednak oprócz tych spraw technicznych najważniejszy jest powód dla którego chcesz coś sfotografować. Jeśli myślisz o tych wszystkich sprawach fotografując, możesz się nazwać fotografem, może nawet twórcą. Jeśli zaś zdajesz się na automatykę, nie wiesz, czym jest kompozycja i ekspozycja oraz najważniejsze, nie wiesz, co chcesz osiągnąć fotografując, poświeć więcej czasu na naukę lub poproś Fotografa.

To człowiek ma pierwsze i ostatnie słowo przy fotografowaniu.

021

Na studiach miałem do czynienia z „Lubelską Szkołą Fotografii”, gdzie zajęcia prowadzą profesjonalni instruktorzy. Nie myślałeś o podjęciu się podobnej inicjatywy na gruncie chełmskim?

Gdy kilku lat temu postanowiłem wrócić do fotografii pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie odświeżenie swojej wiedzy fotograficznej i poznanie nowych trendów oraz ludzi. Miałem do wyboru kilka szkół fotografii w Polsce, ale wybrałem tę najbliższą, czyli właśnie Lubelską Szkołę Fotografii (śmiech). To był strzał w dziesiątkę, bo po blisko dekadzie przerwy w czynnym fotografowaniu, miałem spore zaległości w mojej wiedzy. To dzięki wpływowi „LSF” na nowo pokochałem fotoreportaż i z powrotem wszedłem do „obiegu”. Do dziś pozostaję w bardzo bliskim kontakcie z dyrekcją tej szkoły.

Prowadzenie placówki edukacyjnej, to olbrzymie wyzwanie w takim mieście jak Lublin, obawiam się, że w Chełmie byłoby jeszcze trudniej. W dzisiejszych czasach, to głównie ilość słuchaczy w szkole decyduje o istnieniu prywatnej szkoły, a tych trzeba jakoś zachęcić. To oraz cała logistyka związana z jej funkcjonowaniem, zmusiłaby mnie pewnie do zaniechania fotografowania (śmiech). Dlatego widziałbym się bardziej jako wykładowca w podobnej szkole, niż jej organ założycielski.

Chełm nie jest małym miastem, ale wydawać by się mogło, że został obfotografowany wzdłuż i wszerz. Czy nasze miasto może już nudzić na fotografiach?

Nie, z pewnością nie znudzi. Chełm nieustannie ewoluuje i zmienia swoją panoramę, ciągłej transformacji poddają się nawet jego mieszkańcy i ich zachowania. To zupełnie inne miasto, niż te z przed ośmiu laty, gdy się tu osiedlałem. Wszystko to sprawia, że Chełm pozostaje atrakcyjny dla fotografa, choć prawdą jest, że niektóre miejsca zostały już trochę wyeksploatowane w sensie fotograficznym.

Obserwując preferencje fanów mojej strony „Lubię Chełm” widzę, że najwyższe oceny otrzymują fotografie wykonane w centrum miasta. Ulica Lubelska od Kameny aż do Górki, Plac Łuczkowskiego, deptak i Plac Kupiecki to takie pewniaki( śmiech). Popularność tych miejsc jest oczywista, to trochę jak z muzyką, lubimy słuchać kawałków, które już znamy. Centrum Chełma jest dobrym generatorem słodkich widoczków, ale nie zawsze mi zależy na takim efekcie. Fotografuję także w mniej oczywistych miejscach i nie jest moim celem, aby każda wykonana przeze mnie fotografia Chełma była kolejną pocztówką. Poszukuję kadrów w lokalizacjach pozornie mało nieatrakcyjnych, ale dla fotografa nie ma takich miejsc, zawsze można zmienić perspektywę i pokazać coś w nieoczekiwany i ciekawy sposób.

Nie jest moim celem, aby każda wykonana przeze mnie fotografia Chełma była kolejną pocztówką.

_7008147

Bardziej zależy ci na tych słodkich widoczkach, czy Chełmie, który potrafi być też obskurny?

Zdecydowanie bardziej lubię fotografować miejsca nieoczywiste lub kadrować z niecodziennej perspektywy. Najbardziej jestem zadowolony, gdy udaje mi się pokazać kontrast pomiędzy pięknem, a brzydotą. Wszystko to oczywiście w odniesieniu do fotografii samego miasta i jego mieszkańców, bo fotografując np. koncerty rzecz jasna stosuję inne kryteria (śmiech).

Pamiętasz swoje pierwsze fotografie? Mógłbyś takowe udostępnić? 

Hmmmm… Miałem wtedy około trzynastu lat i obawiam się, że tej pierwszej już nie pamiętam (śmiech), ale mniej więcej z tego okresu życia zapamiętałem moją pierwszą fotografię wywołaną w ciemni, którą wraz ze starszym bratem zaaranżowaliśmy w pokoju. Był rok 1985, mieszkałem wtedy w Lublinie a fotografię wykonałem z okna mojego pokoju i przedstawia ona zbieraczy złomu krzątających się obok swoich „skarbów”.

zdjęcie

Stop, stop. Jak właściwie znalazłeś się w Chełmie? 

To długa i wielowątkowa historia, na dodatek bardzo osobista, która wykracza zdecydowanie poza ramy naszego wywiadu, ale postaram się ją uprościć i streścić. Gdy prawie dekadę temu zakończyło się moje poprzednie małżeństwo i stałem się singlem, poczułem, że mi czegoś w życiu brakuje. Miałem znajomych, przyjaciół i pracę. Tylko mój dom stał pusty, a ja w nim sam niczym pustelnik. Projektowałem wtedy obiekty 3D na potrzeby platform społecznościowych, więc w zasadzie nie musiałem wychodzić z domu, bo pracę miałem zdalną wystarczał mi komputer i Internet. Po kilku miesiącach zauważyłem, że taki tryb życia powoduje powolne wyalienowanie społeczne. Pracowałem, jadłem, spałem po to, aby znowu pracować, jeść i spać i raz na tydzień wyjść do hipermarketu na duże zakupy. Może trochę przesadzam, ale nie tak znowu wiele (śmiech). Nadszedł najwyższy czas na zmiany w życiu osobistym postanowiłem szukać swojej drugiej połówki. Tu znowu musiałbym opowiadać przydługą historię, więc w skrócie powiem tylko, że moją połówkę Agnieszkę odnalazłem właśnie w Chełmie. Na początku kursowałem prawie codziennie na trasie Lublin- Chełm i z powrotem aby po kilku miesiącach wspólnie zamieszkać, trochę później gdy pojawił się nasz syn zdecydowaliśmy, że ostatecznie pozostaniemy w Chełmie i to już cała historia.

To teraz ważne pytanie (śmiech). Lublin czy Chełm?

Lublin to miasto, gdzie są moje korzenie i zawsze chętnie tam wracam, ale od kilku lat moim prawdziwym domem jest Chełm! Na początku było ciężko, bo poza swoją żoną nie znałem tu kompletnie nikogo, a ze względu na to, że sprawowałem tez opiekę nad swoim małoletnim synkiem, to nie było zbyt wielu okazji do poznawania nowych ludzi. Wszystko się zmieniło, gdy moje dziecko poszło do przedszkola, wreszcie miałem czas, by zając się na poważnie fotografią. Do dziś nie mogę się nadziwić, jak błyskawicznie dokonały się zmiany i jak wielu wspaniałych ludzi tu poznałem. Uwielbiam fotoreportaż i chcąc go uprawiać szukałem okazji w Chełmie, gdzie mógłbym to robić. W poszukiwaniu tematów zacząłem pojawiać się na różnych wydarzeniach i imprezach muzycznych, niektórzy patrzyli na mnie jak na kosmitę i pewnie zastanawiali się skąd się ten facet urwał (śmiech). Okazało się, że przy okazji robienia fotoreportaży, zacząłem poznawać też wielu fantastycznych ludzi z różnych środowisk. Chciałbym ich tu wszystkich wymienić i wyrazić moją wdzięczność za ich pomoc i bezinteresowność, ale jest ich zbyt wielu. Zrobię wyjątek dla Grzegorza Chwesiuka, fotografa, niezastąpionego kolegę i przyjaciela, to on zupełnie bezinteresownie pomógł mi poznać tą „lepszą stronę Chełma”, jak żartobliwie mawiał (śmiech). Korzystając z okazji pragnę podziękować wszystkim, których poznałem na swojej drodze. To dzięki Wam czuję się tu jak u siebie, każdy z Was wniósł swój wkład w to, bym mógł powiedzieć Chełm, to moje miasto. Dziękuję.

Niektórzy patrzyli na mnie jak na kosmitę i pewnie zastanawiali się skąd się ten facet urwał

026

Zdjęcie, pomysł na nie, który chciałbyś zrealizować, po którym czułbyś się spełniony jako fotograf?

Odpowiedź na to pytanie sprawia mi kłopot, bo znam dobrze siebie i wiem, że w moim przypadku coś takiego, jak spełnienie nie występuje. Naturalnie od czasu do czasu odczuwam coś, co spełnieniem mógłbym nazwać, ale jest to stan ulotny. Często zaraz po zrobieniu fotoreportażu jestem z niego bardzo zadowolony, gdy minie trochę czasu i ponownie zajrzę do niego, moje nastawienie się zmienia i widzę różne elementy, które można zrobić lepiej lub inaczej. Nieustannie krytykuję swoją pracę, dlatego mój styl fotografowania, jak i obróbki nieustannie ewoluuje. Wiem, że ta najlepsza fotografia jest ciągle przede mną. To trochę jak ze schodami, które nigdy się nie kończą, zawsze można wejść o jeden stopień wyżej. Obecnie mam kilka pomysłów na fotoreportaż społeczny, ale jeszcze ich nie zdradzę, lepiej będzie gdy pozostaną ukryte w moim notesie do czasu ich realizacji.

Wiem, że ta najlepsza fotografia jest ciągle przede mną. To trochę jak ze schodami, które nigdy się nie kończą

10492391_882352885158633_6503911694159204213_n

Gdybyś miał komuś „podkraść” zdjęcie, które chciałbyś uznać za swoje, dorzucić do własnego portfolio?

Mam kilku swoich idolów fotografii, jednym z nich jest ojciec fotoreportażu Henri Cartier Bresson. Fotograf ten w ciągu swego życia zgromadził niezwykle bogate archiwum, a cześć jego prac stała się już ikonami. Bresson ukuł pojęcie ”decydującego momentu”, które szczególnie bliskie jest fotografom zajmujących się fotoreportażem. Decydujący moment jest niepowtarzalną chwilą, która uwieczniona na fotografii sprawia, że uchwycony obraz budzi zaciekawienie odbiorcy. Jednym z przykładów takiej fotografii jest zdjęcie Paryża w deszczowy dzień. Postać uchwycona w locie z parasolem w ręku na tle Wieży Eiffla, budzi zdziwienie i zainteresowanie i właśnie tę fotografię chętnie bym „podkradł” do swojego portfolio.

Dziękuję Przemku za rozmowę!

Komentarze

REKLAMA
REKLAMA