REKLAMA
,
Kosić albo nie kosić? To naprawdę wielkie pytanie
FacebookTwitterEmailFacebook MessengerLinkedInPrint

Ledwo popadało i po tygodniach suszy ziemia zyskała odrobinę wody, na terenie jednego z osiedli mieszkaniowych w Chełmie pojawili się kosiarze. Zrobili – jak się ich zleceniodawcom wydawało – ”co trzeba”. To znaczy skosili trawę tak mokrą, że przyklejała się do ostrzy i kół. Skoszoną zostawili na trawniku. Działanie ze wszech miar głupie i karygodne.

Reklama

Na początek rzeczy oczywiste.  Zgodnie ze sztuką ogrodniczą, nie zaleca się koszenia trawników po deszczu. Koszenie mokrej trawy to ciężka praca, która nie przynosi zadowalających efektów. Przeciwnie. Wilgotne źdźbła przyklejają się do ostrzy w kosiarce i zapychają urządzenie. Mokra trawa ma większy ciężar, dlatego po deszczu lub rano, kiedy pokrywa ją rosa, pochyla się bliżej ziemi. Koszenie takiej trawy powoduje, że jest ona poszarpana i nierówna. Znakomicie widać było to po koszeniu, o którym mowa powyżej. W jednym miejscu źdźbła są ucięte przy samej ziemi, w innym zostały nietknięte. Zostawiona na miejscu skoszona trawa gnije i zwyczajnie śmierdzi.

Bezmyślne koszenie przynosi szkody znacznie poważniejsze

Woda jest niezbędnym środkiem do życia, tak samo jak tlen i pożywienie. Zużywamy ją przede wszystkim do celów bytowo-gospodarczych, przemysłu i rolnictwa. Pomimo, że bez wody nie ma  życia, to jej nie szanujemy. W rezultacie wody zaczyna powoli brakować. Podziemne źródła – co dla wielu może być zaskoczeniem – nie chcą odnawiać się w nieskończoność.

Każdy z nas z pewnością zaobserwował, że opadów w ostatnich latach jest coraz mniej. I wody może zabraknąć w naszych ujęciach. Dlatego należy za wszelką cenę zatrzymać na terenie miasta każdą ilości wody opadowej i każdym możliwym sposobem.

Powierzchnia miejskiego gruntu jest w znacznej mierze zabetonowana lub zaasfaltowana. Na szczęście nie wszystko można pokryć betonem czy asfaltem. Dzięki temu nasze oczy cieszy zieleń miejskich parków, skwerów i najmniej chyba docenianych trawników miejskich. A przecież to one zajmują stosunkowo duży obszar i pod swoją powierzchnią ukrywają istny labirynt instalacji gazowych, energetycznych, kanalizacyjnych, wodociągowych, telekomunikacyjnych i wreszcie odwadniających. Beton, asfalt i odwodnienia powodują, że większość wód opadowych nie wsiąka w ziemię, a bezpośrednio spływa do rzeki. Niewiele wody zostaje nie tylko dla miejskiej roślinności, ale i dla ludzi. Jak to możliwe? Trzeba bardzo często i bardzo głośno przypominać, że mieszkańcy i firmy Chełma zaopatrywani są w wodę pitną z ujęć podziemnych.

Woda nie bierze się znikąd

Wody podziemne, zwłaszcza płytko występujące, pochodzą prawie wyłącznie z infiltracji (przenikania) wód opadowych. Zasilanie wód podziemnych zachodzące w procesie przenikania, rozpoczyna się wsiąkaniem wody na powierzchni terenu, a następnie jej przesączaniem się przez strefę aeracji (nawietrzania) do zwierciadła wód podziemnych. Z takim modelem mamy do czynienia w Chełmie.

Teraz  najważniejsze – chełmskie ujęcia wody znajdują się na terenie miasta. I tylko z tego terenu mogą zbierać wody opadowe. Niestety, jako rzekło się wyżej, większość opadów poprzez instalacje odwadniające czy kanały burzowe „eksportujemy” do Uherki. Pod ziemię przesiąka więc przede wszystkim woda z terenów zielonych.

Tereny zielone pełnią głównie funkcje biologiczną i hydrologiczną, dzięki którym wpływają na klimat w mieście. Tereny trawiaste tworzą ciągły i spójny system, który podnosi wilgotność i obniża temperaturę w mieście, niwelując w ten sposób efekt miejskich „wysp ciepła”. System zieleni pozwali też zmniejszać ilość unoszących się zanieczyszczeń. Jednak najważniejsze z punktu widzenia funkcjonowania całości ekosystemu jest to, że zielona infrastruktura reguluje obieg wody w mieście. Odpowiednio zagospodarowana pozwala zatrzymywać wodę.

W praktyce jednak  nasze miasto, zarządcy osiedli mieszkaniowych i właściciele działek, „golą trawniki do gołej ziemi”. Niezależnie od tego, jak mało jest trawy w trawniku Wygolona do zera darń odsłania powierzchnię gleby. Ogołocona przez nadmierne koszenie ziemia, większość wody z opadów od razu po deszczu oddaje w postaci pary lub spływa po powierzchni do kanału deszczowego i rzeki. To bezpośrednio przekłada się na kiepską retencję wody deszczowej, na wysokie stężenie kurzu, wreszcie szkodzi to samej trawie, która naturalnie rośnie w skupiskach, a nie w pojedynczych źdźbłach.

Mamy więc zdewastowane trawniki miejskie i osiedlowe, które kosi się nad wyraz często w sposób opisany na początku. Przy znacznych kosztach jedyny dostrzegalny pożytek z częstego koszenia jest taki, że rozdrabnia się psie odchody i śmieci zalegające na trawnikach. Niestety i ten „efekt” jest krótkotrwały.

A może łąki kwietne

Stworzenie łąk kwietnych to najprostszy sposób na wprowadzenie natury na miejskie trawniki. Łąki nie tylko poprawiają estetykę miasta, ale także wzbogacają miejski ekosystem, oczyszczają powietrze i glebę z zanieczyszczeń, kumulują wilgoć, dają schronienie pszczołom i innym zapylaczom. Wykorzystanie wysokich roślin łąkowych ogranicza emisję spalin i sprzyja oczyszczaniu powietrza z zanieczyszczeń komunikacyjnych. Istotnym walorem łąk w mieście jest też brak potrzeby nawadniania i regularnego koszenia, co pozwala przekładać korzyści ekologiczne na wymierne efekty finansowe. Łąki mogą stać się m. in. elementem adaptacji miast do zmian klimatu.

Przeciwnicy łąk kwietnych twierdzą, że przyczyniają się one do wzmożenia reakcji alergicznych. Pamiętajmy jednak, że alergeny i bez łąk kwietnych otaczają nas niemal ze wszystkich stron. Ludzie bywają uczuleni na gluten, skrobię, kurz, jak również na pyłki roślin. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o gatunki kwitnące na łąkach, ale także trawy, drzewa, krzewy. Wiele roślin, które znajdujemy na łąkach, to gatunki owadopylne, a nie wiatropylne. Znajdujące się w powietrzu pyłki pochodzą przede wszystkim od traw. W zależności od tego, jaki procent roślin łąkowych stanowią trawy, takie będzie stężenie pyłków w powietrzu.

Warto więc podczas zakupu zwracać uwagę na skład mieszanki, by był on różnorodny i zawierał jak najmniej gatunków traw. One z czasem i tak się pojawią. Jednak zanim to nastąpi, dajemy szansę pięknie wyglądającym i potrzebującym światła roślinom łąkowym. Jak się wydaje, mogą one oprócz efektów estetycznych przynieść także ulgę alergikom.

Przyszłość kolorowa i oszczędna

Łąka kwietna to koło ratunkowe w walce z suszą Jest ekologiczna, ekonomiczna i bardzo łatwa w utrzymaniu. Dobrze przygotowana, będzie także zmniejszać liczbę kleszczy i obniżać temperaturę powietrza. Temat „łąk kwietnych”, powoli przebija się do świadomości mieszkańców miasta i jego włodarzy. Cieszy, że swój wkład ma w to Stowarzyszenie „Nasz Chełm”, które skutecznie podjęło temat i w ramach budżetu obywatelskiego doprowadzi w tym roku do stworzenia niewielkiej łąki kwietnej.

To jednak dopiero początek. Przed organizacjami pozarządowymi, ale także przed właścicielami, administratorami nieruchomości i samorządem na terenie miasta stoi duże wyzwanie. Na początek w ramach działań edukacyjnych trzeba wytłumaczyć ludziom, dlaczego łąki są potrzebne, gdzie mogą powstawać, jak je zakładać i jakie oszczędności generują. To konieczne, żeby mieszkańcy zaakceptowali łąki, rozumieli ich sens i brali czynny udział w ich tworzeniu.  Jeśli to się uda, za kilka lat nasze oczy będzie cieszyć feeria barw łąkowych kwiatów i będzie rozpierać nas duma, że potrafiliśmy uratować choć trochę życiodajnej wody.

Napisz komentarz
  • Artykuł poprostu ważny. Poszerzający wiedzę i świadomość. I? Po deszczu padającym dziś w nocy, od rana na osiedlach kosiary poszły w ruch! Ludzie! Przeczytajcie artykuł raz jeszcze. I jeszcze raz. Wyjaśniono tam na czym polega dbanie o wodę, o ekosystem. Nie polega to na koszeniu trawników, a już na pewno nie po deszczu, litości! Czy harmonogram prac w administracji jest ważniejszy niż prognozowana susza? To tak trudno zrozumieć? Zarządzający pracami panów od kosiarek, ZASTANÓWCIE SIĘ. Te mechaniczne decyzję sprowadzają na nas utratę źródła zycia- WODY!

    • Chcesz przekonać takiego urzędnika, że nie ma racji?
      Jeszcze w tych czasach i przy takich standardach rządzenia?

  • Swoją drogą gratulację dla autora tego tekstu, że porusza problem suszy oraz miękkich sposobów na radzenie sobie z niedoborem wody opadowej. Brawo! Takich tekstów poruszających tą tematykę powinno być zdecydowanie więcej.

  • Zdecydowanie nie kosić trawy w okresie letnim. Nieskoszona trawa to naturalna bariera chroniąca przed odparowywaniem wody.

  • Łopatologicznie wyjaśnione. Tylko żeby ci wszyscy inteligenci na szczeblach dowodzenia aż do kosiarza osiedlowego, chcieli to sobie jakoś przyswoić.

  • W czasach suszy kwietne łąki to pomysł na czasie. Powinniśmy wszyscy zmienić sposób myślenia w tej sprawie.

  • W końcu jakiś pożyteczny pomysł Stowarzyszenia „Nasz Chełm”. Kwietne łąki jak najbardziej w mieście należy promować. Do tej pory Nasz Chełm albo szukał dziury w całym albo chciał za wszelką cenę władzy podstawić nogę żeby samemu dopchać się do władzy. Za chudzi w uszach to im to wcale nie wychodziło . Kwietne łąki to dobry pomysł i tego się trzymajcie.

  • Akurat pozostawienie skoszonej trawy na trawniku to bardzo dobre rozwiązanie ponieważ zatrzymuje ona wilgoć w glebie oraz jest naturalnym nawozem, a że śmierdzi… przecież mamy maseczki 🙂

  • Napisz komentarz lub odpowiedz na już istniejący

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    *

    Reklama
    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    Na Pokrówkę z przeszkodami
    Na Pokrówkę z przeszkodami
    Rocznicowy prezent prezydenta
    Rocznicowy prezent prezydenta
    Przyspieszcie - apelują przedsiębiorcy i Organizacje pozarządowe
    Przyspieszcie – apelują przedsiębiorcy i organizacje pozarządowe
    Będzie nowy wiceprezydent?
    Będzie nowy wiceprezydent?
    Będzie nowy wiceprezydent?
    Miasto rusza do walki z wirusem
    REKLAMA