REKLAMA
,
Ze Stoczni przywiozłem do Chełma obraz innej Polski
FacebookTwitterEmailFacebook MessengerLinkedInPrint

Rozmowa z Bogusławem Mikusem, współtwórcą i pierwszym przewodniczącym Regionu Chełmskiego NSZZ „Solidarność”

Bogusław Mikus lata 80Zanim zaczniemy rozmowę, chcę powiedzieć, że jestem człowiekiem, który bardzo nie lubi zmuszać się do wspomnień, ale skoro pytania padły, nie będę się uchylał. Jednocześnie przyznaję, że często zastanawiam się nad tym czy warto obchodzić rocznice różnych wydarzeń? Czemu ma to służyć? Po co ten patos? I zawsze kończy się to myślenie tą samą konstatacją: nie dla podkreślenia zasług tego czy innego człowieka, ale po to, żeby pamiętać. Bo pamięć jest tym, co tworzy i kształtuje ludzką świadomość. Nie wiem czy w czasach nowych technologii komunikacyjnych ma to takie samo znaczenie jak kiedyś dla mojego pokolenia. Młodzi zdają się żyć zupełnie innymi problemami.

Reklama

Dlaczego Pan, w 1980 roku młody jeszcze człowiek, tak bardzo zaangażował się w działalność związkową?

To chyba wina mojego charakteru. Jestem uparty i staram się zawsze do końca dociekać czy aby to prawda i czy to jest najlepsze rozwiązanie. Latem 1980 r. nie miałem wątpliwości, że dzieje się coś absolutnie wielkiego. Pamiętam, że nigdy wcześniej ani później nie słuchałem Wolnej Europy z takim zapałem, niecierpliwością, nadzieją, Wszystkie wolne chwile spędzałem przy radioodbiorniku nie zrażając się potwornym zagłuszaniem.

To, co tam słyszałem było sprzeczne z oficjalną wykładnią stanu rzeczy – taką, że Polska się dynamicznie rozwija ale ma przejściowe trudności. Oficjalnie nic nie było o tak masowych strajkach na Wybrzeżu. Postanowiłem więc sam się przekonać, gdzie jest prawda. Słysząc, w RWE, że przyjeżdżają do strajkującej Stoczni w Gdańsku ludzie z różnych stron Polski pomyślałem, że taki wyjazd wyjaśni te sprzeczności raz na zawsze. Na miejscu okazało się, że sparaliżowane jest całe Trójmiasto. Pod bramą stoczni był tłum. Jedni ludzie odchodzili, a przychodzili następni. Z wielkim entuzjazmem przyjmowano rozrzucanie kolejnych komunikatów komitetu strajkowego.

Bardzo to przeżyłem. Pod Stocznią zobaczyłem inną Polskę. Do dzisiaj uważam, że Gdańsk jest najpiękniejszym miastem w Polsce i mam tam przyjaciół.

To wystarczyło by rzucić na szalę własną przyszłość?

Może, żeby nie aż tak straszne zakłamanie w oficjalnej propagandzie, nie zrobiło by to na mnie tak wielkiego wrażenia, ale w tej sytuacji pozostało mi tylko się w to włączyć. W gruncie rzeczy już tam – w Gdańsku wiedziałem, że nie mam wyboru. Nagle wszystko samo zaczęło się toczyć. Ze Stoczni przywiozłem do Chełma obraz innej Polski. Już wiem, co chcę z tym zrobić. Nie myślę o niczym innym tylko o tym, że ludzie w Chełmie nie są chyba inni, ale jak im to wszystko przekazać, z kim rozmawiać. Nie myślę, że nie mam jeszcze 25 lat, że mam żonę i 4-letnią córeczkę, że mam niezłą pracę, odpracowane mieszkanie (blok był już w trakcie budowy). Po prostu czułem, że inaczej nie można i nic innego się nie liczy.

I tak po prostu wraca Pan do Chełma i organizuje związkowe struktury? Bez obaw o konsekwencje?

Ze Stoczni przywiozłem do Chełma obraz innej PolskiNajpierw rozmowy ze znajomymi. Spotkania w domach. Pierwsze spotkanie na terenie zakładu pracy zorganizowaliśmy 10 września. To była Lokomotywownia Chełm. Zebranie przerwał przyjazd milicji, którą ściągnął ówczesny Naczelnik. Czy ludzie się wtedy bali? Oczywiście, że tak, to normalne. Tutaj na miejscu należałem do nielicznych, którzy mieli świadomość, że tam w Gdańsku narodziła się inna Polska. Przecież 31 sierpnia podpisano już porozumienia, a tutaj w Chełmie dalej strach i niedowierzanie. Miałem poczucie, że wówczas tylko ubecy się nie bali. Oni byli przekonani o swojej ogromnej sile.

Pamiętam, że w tamtym czasie bardzo uważałem na słowa. A nuż gdzieś w pobliżu jest ubek albo jakiś kapuś. O atmosferze tamtych dni bardzo dobry tekst na Waszych łamach popełniła zresztą moja serdeczna koleżanka Barbara Szubert. Dzisiaj może zastanawiać to, że istnieje niewiele fotografii z tamtego okresu, ale była taka atmosfera, że nie pozwalaliśmy się fotografować. Uczuleni byliśmy również na takich, co dużo się dopytywali, byli zbyt dociekliwi i zbierali wszystkie materiały. Z czasem baliśmy się coraz mniej. Dołączały kolejne zakłady i przybywało ludzi. Nie umiem powiedzieć od kiedy, ale już wiedziałem, że SB nad tym już nie panuje.

Związek się rozrastał, ale trudno uwierzyć, że ludzie tak chętnie i otwarcie się do Was garnęli.

Początki organizacji były trudne. Ludzie, z którymi się spotykałem byli nieufni, byli niepewni. Standardem było podkreślanie, że do spotkania doszło przypadkiem, że wpadli po drodze, że ktoś ich o to poprosił. Ale też wyczuwało się, że nie chcieli stać z boku, że każdy chce w tym uczestniczyć i coś zrobić. Większości tych ludzi wówczas nie znałem ani ja, ani moi koledzy. Ale byliśmy pewni, że łączy nas ta sama nadzieja i że jak nas będzie bardzo dużo, to więcej będziemy mogli zrobić i więcej zmienić.

Jak właściwie udało się Wam porozumieć. Grupie ludzi z różnych zakładów pracy, bez dzisiejszej technologii w kilka miesięcy zbudowaliście ogromną, jak na warunki ówczesnego województwa chełmskiego, organizację. Pod koniec roku 1981 należało do niej tysiące ludzi. To ciągle fenomen, który chyba trudno wytłumaczyć pokoleniu Facebooka?

Jestem przekonany, że nie byłoby fenomenu powstania ,,Solidarności” gdybyśmy wówczas dysponowali dzisiejszymi technikami komunikacyjnymi. Czterdzieści lat temu mieliśmy do dyspozycji niewielką liczbę telefonów stacjonarnych. Wiedzieliśmy też, że w większości są one na podsłuchu. Były też dalekopisy, ale dysponowały nimi dyrekcje zakładów pracy. Paradoksalnie, ograniczenia techniczne były naszą siłą. Wszystko trzeba było uzgodnić czy omówić podczas spotkań spotkań bezpośrednich, a przy takim kontakcie najłatwiej budować wzajemne zaufanie.

Do dzisiaj pamiętam, jak w większości przypadków przebiegały pierwsze takie rozmowy. Ja lub któryś z wtajemniczonych już kolegów:

To może powtórzę, a pan sprawdzi czy dobrze zapamiętał. Trzeba wziąć arkusz papieru, napisać ,,Lista członków – założycieli niezależnego związku zawodowego”. Z tym papierem trzeba obejść ludzi, zebrać podpisy i zanieść to dyrekcji. Zażądać sali na zebranie, zorganizować je. Jeżeli dyrektor zacznie straszyć, trzeba poczekać aż skończy i jeszcze raz przeczytać mu podstawę prawną. Jeżeli dalej będzie robił bezprawne trudności, proszę wrócić i wtedy my pomożemy.

Niestety na terenie Chełma taka pomoc potrzebna była w ponad połowie przypadków. Jeszcze gorzej było w terenie. Tam musieliśmy interweniować niemal w każdym przedsiębiorstwie.

Nie wiem skąd się wzięła taka znakomita organizacja. Przecież myśmy nie mieli żadnego doświadczenia. Nikt nas tego nie uczył. Fakt, nadrabialiśmy to pracą. Doba była za krótka. Nie mieliśmy żadnych środków, na początku nie było żadnych składek. Wydawaliśmy własne oszczędności. Nikt nie pytał o pieniądze, o korzyści, pytano co potrzeba, co trzeba zrobić i w czym pomóc. Nikt z nas nie kalkulował, że otóż będziemy mieli władzę, że walczymy o tę władzę. Walczyliśmy jedynie o zasady. Efekt, w połowie 1981 roku Region Chełmski NSZZ ,,Solidarność” liczył około 35 tysięcy członków.

Jak to się stało, że to właśnie Pana wybrano przewodniczącym regionalnych władz związku?

Chełmska delegacja na zjazd delegatów NSZZ SolidarnośćDo dzisiaj nie wiem, dlaczego wówczas wybrano właśnie mnie. Proszę pamiętać, że nie byłem jedynym kandydatem. Przecież tam byli przedstawiciele, którzy reprezentowali zakłady liczące po kilka tysięcy zatrudnionych. Nie miałem nawet 25 lat. Byłem już żonaty i miałem dziecko, ale zero doświadczenia politycznego. Mówiąc krótko, w stosunku do innych to byłem małolat. Może to kwestia temperamentu, wychowania, wygadania? W praktyce więc zadziałała demokracja.

Czasem się zastanawiam, dlaczego właściwie się na to zdecydowałem? Nie powiem, że byłem jakoś szczególnie odważny. Tak naprawdę nie miałem wcześniej żadnych przykrych osobistych doświadczeń. Nic mnie przed takimi doświadczeniami nie ostrzegało.

Dzisiaj trudno mi wskazać, która z moich decyzji zmieniła całe moje życie. Może była to waśnie zgoda na kandydowanie na Przewodniczącego MKZ, a może słuchanie Wolnej Europy, czy wyjazd do strajkującej Stoczni w Gdańsku? Ale jedno jest pewne, żadnej z tych decyzji nie żałuję.

Nawet kiedy myśli Pan o 13 grudnia 1981, internowaniu, a potem działalności podziemnej?

Ze Stoczni przywiozłem do Chełma obraz innej PolskiLata 80-te, poczynając od Sierpnia ’80 do pokoju zawartego przy Okrągłym Stole, postrzegam jako nasze narodowe powstanie. Jestem dumny i szczęśliwy, że brałem w tym udział. Ale to jest oczywiście tylko moje stanowisko. Bo ta moja decyzja zmieniła nie tylko moje życie, ale także mi bliskich, mamie, bratu, siostrze, szwagierce, szwagrowi i nawet dalszej rodzinie, bo tak dalekie były represje w stanie wojennym.

Zatrzymali mnie w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 w Ostródzie k. Olsztyna. Wracałem z Gdańska z obrad Komisji Krajowej NSZZ „Solidarności”.  W tym samym czasie lub nieco później milicja i SB zgarnęła blisko 90 czonków związku w ówczesnym województwie. Już 14 grudnia, jako internowany, trafiłem do Ośrodka Odosobnienia w Iławie. Potem były kolejne ośrodki w Kielcach-Piaskach, Załężu k. Rzeszowa i Nowym Łupkowie od czerwca 1982. Zwolnili mnie 30 listopada 1982.

Ośrodki internowania to nie wczasy, nie bili, ale wielu wróciło z przetrąconym morale. Jak Pan sobie poradził?

Bili, bili. Ja sam w Iławie przeszedłem ścieżkę zdrowia. Po wyjściu wydaje mi się, że poradziłem sobie po prostu przyzwoicie. Przez dwa lata nie miałem szans na jakąkolwiek stałą pracę. Czasem udało się zatrudnić na jakieś drobne prace dorywcze. Ale nie złamali mnie i już w 1983 powołaliśmy do życia podziemną Regionalną Komisję Koordynacyjną, której zostałem przewodniczącym. Współzałożyłem, wydawałem i drukowałem podziemny „Informatora Regionalnej Komisji Koordynacyjnej NSZZ «Solidarność» Region Chełm”. I tak zeszło do marca 1984. Wsadzili mnie wówczas pod zarzutem kierowania strukturami podziemnymi. Wyszedłem jeszcze w tym samym roku, na mocy amnestii ogłoszonej – jakżeby inaczej – z okazji  22 lipca. Pracowałem przez kilka lat jako brukarz. Co nie znaczy, że zaprzestałem podziemnej działalności. Już od 1986 roku byłem członkiem podziemnej Tymczasowej Rady „S” Regionu Środkowo-Wschodniego i korespondentem Radia Wolna Europa.

A potem przyszła wiosna 1989 roku, trwa Okrągły Stół, nazwa „Solidarność” znów pojawia się w reżimowej telewizji. O czym Pan, wcześniej internowany za związkową działalność, wtedy myślał?

Najbardziej zależało mi na tym, żeby wróciła „Solidarność”. Zdawałem sobie sprawę z tego, że bez niej nic nie da się zrobić. Na nasze szczęście władza przy Okrągłym Stole zgodziła się z tym postulatem, dzięki czemu wybory doszły do skutku. W momencie zalegalizowania „Solidarności” byliśmy gotowi do działania i do wyjścia z podziemia.

Przez cały czas towarzyszyła mi myśl: Co robić? Od czego powinniśmy zacząć? Do końca nie mieliśmy przecież pewności, jaka będzie reakcja społeczeństwa, co wydarzy się dalej. Z kolei ówczesne władze były przekonane o tym, że sukces będzie po ich stronie i zwyciężą.

Szybko jednak zorientowaliśmy się, że ludzie są gotowi na zmianę. Świadczyły o tym spotkania, jakie organizowaliśmy w kościołach. Przychodziło mnóstwo ludzi. Przełomowym momentem była msza w odprawiona w chełmskiej Bazylice na miesiąc przed wyborami. Wzięło w niej udział kilka tysięcy osób. To pokazało nam, że idziemy we właściwym kierunku.

Wybory. Skąd wiedzieliście, jak się do nich przygotować?

Dzięki doświadczeniu wypracowanemu w czasie podziemnej działalności związkowej. Mieliśmy sprzęt do drukowania ulotek, istniał dobrze zorganizowany system kolportażu. W ten sposób mogliśmy dotrzeć z informacją do bardzo wielu osób.

Wybory, czas przed nimi i po nich pamiętam jako bardzo trudny moment. To był ogromny wysiłek nie tylko fizyczny, ale i psychiczny. Przede wszystkim nie wiedzieliśmy przecież, jak będą przebiegały same wybory. Ordynacja wyborcza była bardzo skomplikowana. Istniały obawy, że ludzie sobie z tym nie poradzą, a przez to ich głosy nie będą ważne.

Od chwili nastania ciszy wyborczej mogliśmy tylko czekać. Mieliśmy swoich przedstawicieli w każdej komisji wyborczej, dzięki temu mieliśmy gwarancję, że wszystko przebiega uczciwie. Nie do końca jednak wiedzieliśmy, jak zachowa się nasz przeciwnik.

Kiedy okazało się, że wygraliście, to…

Przede wszystkim ogromna euforia. Wygraliśmy podwójnie. Udało nam się osiągnąć więcej, niż uzgodniono podczas obrad Okrągłego Stołu. Społeczeństwo pokazało, że oczekuje większych zmian, przede wszystkim politycznych. Panował dobry nastrój, wszyscy byli pełni wiary i z optymizmem myśleli o przyszłości. Było to zauważalne podczas spotkań w kościołach, ale też podczas rozmów na ulicach, w trakcie pracy.

Potem przejęliście władzę i zaczęły się kłopoty?

Na początek rezultaty wyborów przyniosły szereg zmian kadrowych w urzędach i zakładach. Prawdziwie wolna Polska zaczęła się jednak później, a rzeczywistość, którą przyniosła okazała się bardzo trudna. Trzeba było bardzo dużo pracy. Najważniejsze było to, żeby pogodzić oczekiwania społeczeństwa z tym, co w danej chwili było możliwe do zrobienia. Zaczęło się od gospodarki – musieliśmy doprowadzić do zapełnienia pustych przez lata półek sklepowych. To było niemożliwe z dnia na dzień. Solidarność wzięła na siebie rolę parasola ochronnego na początku. Niestety, zapłaciła potem za to ogromną cenę.

***

Podzielcie się z nami wspomnieniami

Piszcie do nas, jak sami pamiętacie tamte czasy. Chętnie opublikujemy wasze wspomnienia. Nie tylko uznanych działaczy związkowych, ale wszystkich, którzy godnie starali się przeżyć w tamtym systemie represji i gospodarki „permanentnego niedoboru”. Zapraszamy, piszcie na adres redakcja@chelmski.eu lub na naszej stronie w mediach społecznościowych.

Dotychczas ukazały się na naszych łamach:

  1. Rok 1980. Podzielcie się z nami wspomnieniami
  2. Barbara Szubert – Agenci nie dali nam rady

Ciekawe linki

Napisz komentarz
  • Dziękuję Panie Bogdanie.

  • Napisz komentarz lub odpowiedz na już istniejący

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    *

    Reklama
    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    REKLAMA
    Absolutorium dla prezydenta
    Absolutorium dla prezydenta
    Dzisiaj sesja Rady Miasta Chełm
    Dzisiaj sesja Rady Miasta Chełm
    Waśniewskiego znowu przejezdna
    Raport o stanie Chełma
    Aleja 3 Maja w remoncie
    Aleja 3 Maja w remoncie
    REKLAMA